Opus Diaboli by DESCHNER KARLHEINZ

Opus Diaboli by DESCHNER KARLHEINZ

Author:DESCHNER KARLHEINZ [DESCHNER KARLHEINZ]
Language: pol
Format: epub
Tags: General Interest
Published: 2010-12-21T23:32:03.448000+00:00


HEINRICH HEINE

Ale gdy ten człowiek sprawia raczej wrażenie dobrego ojca, postaci czasem przyjaznej, osoby kiedy indziej niemalże przebiegłej? I jego wygląd nie nasuwa myśli o poprzednikach, którzy rozpinali na krzyżu całe narody i kontynenty? Tak jakby nie istniał Baronius, kardynał świętego Kościoła rzymskiego, który dopatrywał się „urzędowych obowiązków" głów tego Kościoła w „wypasaniu i zabijaniu", zgodnie z nakazem: wypasaj moje owieczki, a potem: zabijaj i jedz! Bo gdy papież ma do czynienia z opornymi, to jest dla niego nakazem zabicie i zjedzenie ich. Tak jakby żołądki kilkuset papieży – ach, gdyby je tak wysondować! – nie przetrawiły wielu milionów w złocie i akcjach, całych miast, księstw, wszelkich ilości ludzkiego mięsa, kruchych niemowląt i ugotowanych kości kacerzy, smakowitych dziewic, śmiertelnie chorych, nawet ciężarnych („Ratujcie życie poczęte!"), istot stworzonych na podobieństwo Boga, w różnym wieku i różnych wyznań. Tak jakby ulubioną dewizą Grzegorza VII nie były słowa: „Niech będzie przeklęty ten, kto nie chce miecza unurzać we krwi". I tak jakby dewiza Juliusza II nie brzmiała, jak następuje: „Skoro nie pomagają klucze Piotrowe, to niechaj pomoże mi miecz Piotrowy". Tak jakby jego „niezapomniany poprzednik Pius XII" (to słowa Jana Pawła II) nie wołał, wspominając o wojownikach Hitlera: „Oni przysięgli. Oni muszą być posłuszni". Tak jakby Madonna („zawsze będąca prawdziwą gwiazdą przyświecającą ewangelizacji", według słów Jana Pawła II) nie przepowiedziała, że jeśli Rosja się nie nawróci, to „niejeden naród zginie […]".Nie, on nie zbliża się z groźną miną i nie z mieczem; zbliża się po biblijnemu, z pokojowymi intencjami, z „dobrą nowiną". „Bóg przychodzi do nas!" – woła. „Królestwo Boże jest wśród nas!" tak, otrzymujemy od niego królewski dar, co prawda tylko jeden – „bezgraniczną życzliwość". To przyjaciel ludzi, który chciałby odwiedzić „każdy dom i każdą chatę", chętnie spotkałby się ze wszystkimi, z każdym chciałby porozmawiać, ale najchętniej za-siadłby do stołu z rodzinami biedaków, „tych, którym brak chleba – żeby im pomóc". Ale to jest niestety niemożliwe – wyjaśnił w Rio i zaproponował coś lepszego: „ciało Jezusa i jego bezcenną krew […] w nie mającym końca kościele pod firmamentem rozpościerającym się nad Rio de Janeiro, o wiele większym i wspanialszym niż kopuła stworzona przez Michała Anioła". Ach, czyż najuboższemu z biedaków nie żyje się tam lepiej niż papieżowi w Rzymie?

Ale chociaż chętnie i tam, i wszędzie dzieliłby szczęśliwy los biedaków, których bezustannie uznaje za „błogosławionych", bo „do nich należy Królestwo Niebieskie", jeszcze piękniejsze niż niebo nad Rio – on nie może głodować razem z nimi. Troska o całość gna go dalej, przez lądy i morza; nie, nie po to, żeby przynosić ze sobą powiew wielkiego świata, lecz po to, by pozwolić poznać Chrystusa. I nie występuje on, Mylady, na sposób „sta-roegipski", ani też – powtórzmy szyderstwo Goethego – „jako najlepszy aktor Rzymu" czy wręcz najlepszy urbis et orbis. Jeszcze raz: nie. On zbliża się jak anioł Pański, dosłownie z wyżyn nieba, jak sam Duch Święty. Tyle że teraz już bez gołębich skrzydeł i bez piór – takich, jak te pokazywane jeszcze w 1542 roku przez biskupa Moguncji: dwa pióra trzeciej osoby Boga razem z jajem tejże osoby.



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.